Mój ekshibicjonizm i jego różne konsekwencje

Nie jest tajemnicą, że jestem ekshibicjonistką. Lubię się dzielić swoimi doświadczeniami, przeżyciami, przygodami, emocjami, a nawet zdjęciami z osobami zainteresowanymi relacjami i praktykami BDSM. Między innymi stąd pomysł na prowadzenie tego bloga, czatu, czy mediów społecznościowych. Dzięki temu, że jestem otwarta w dzieleniu się takimi rzeczami, poznaję bardzo dużo osób, których tematyka BDSM i GL zaciekawiła. Na czacie, który prowadzę, systematycznie pojawiają się nowe tematy dyskusji. Biorą w nich udział zarówno stali bywalcy, jak i nowe osoby, które tylko się tam przewijają. Regularnie również (przynajmniej od jakiegoś czasu) za pozwoleniem mojego Pana wstawiam zdjęcia zrobione podczas mojej służby Panu, czy robione celowo pod publikację na mediach społecznościowych. Prowadzę konto na reddit, X i pewnym „klimatycznym” portalu.

Oboje z Panem lubimy śledzić, jak popularność owych zdjęć rośnie. Podnieca nas fakt, że zdjęcia widzi coraz więcej osób. Cieszymy się, kiedy klimatyczni znajomi chwalą je, dopytują o szczegóły powstania, wyrażają swoje uznanie dla naszej kreatywności. Staram się, by żadne z moich zdjęć czy wpisów nie wprowadzało odwiedzających w błąd co do mojego statusu – wyraźnie podkreślam w nich, że jestem już szczęśliwą własnością idealnego Pana.

Mimo wszystko, publikacje zdjęć, wpisów, dzielenie się doświadczeniem i przygodami przynosi różne skutki. Pozytywne; takie jak poznawanie nowych osób podobnych nam, z którymi możemy miło spędzić czas na rozmowach czy zabawach na imprezach klimatycznych. Niestety też negatywne: jedne bardziej dotkliwe, drugie mniej. Jednym z takich skutków jest fakt, iż bardzo często dostaję niechciane wiadomości. Wielu mężczyznom bowiem błędnie wydaje się, że skoro lubię takie klimaty z moim Panem, to chętnie będę realizować je również z nimi. Wiadomości zaczynające się od „Na kolana suko!” albo „Chodź dam ci klapsa bo byłaś niegrzeczna” to częste zjawisko. Zdarzają się też takie, które z początku są grzeczne, pełne pochwał dla mnie i mojej postawy względem Pana, oraz gratulacji dla Niego, że udało Mu się mnie tak ułożyć – ale w końcu dochodzi do pytania, czy spotykam się też z innymi. Ja natomiast jestem osobą bardzo oddaną i wierną. Skupiam się na moim Panu w 100 procentach. Nie wyobrażam sobie dzielić uwagi na większą ilość mężczyzn, niż ten jeden wyjątkowy. Oddaję się Mu całym sercem, ciałem i duszą. Bardzo często zdarza się, że osoba która dostała ode mnie tzw „kosza” zaczyna mnie wyzywać, obrażać, straszyć. Kończy się tak wręcz aż 4 na 10 takich zaczepek.

Drugim błędnym założeniem jest myśl, że skoro opisuję różne praktyki, których z Panem doświadczyłam, dzielę się wspomnieniami, czy zdjęciami z nich, to z pewnością chętnie poświntuszę… No nie, to też złe założenie. Nie kreci mnie bowiem ani nie bawi pisanie np. ERP z obcymi osobami. Zdjęć też nie rozsyłam. Jest to bowiem zarezerwowane u mnie dla osób bardzo bliskich. Wbrew pozorom traktuję to bowiem jak coś intymnego. Są zdjęcia, które udostępniam szerszej publiczności, bo chce się pochwalić, podzielić. Ma do nich wówczas dostęp dość duże grono. Te wyjątkowe zdjęcia, otrzymuje ode mnie Pan (ma ich masę, robiłam je ze specjalną dedykacją dla Niego) i tylko Pan. Czasem wyślę też coś przyjaciółce, czy koleżankom, z którymi złapałam „vibe” dla zabawy, ale zawsze za pozwoleniem Pana. (Pan lubi obserwować mnie podczas takich zabaw).

Kolejnym, co często mnie spotyka, są różnego rodzaju próby manipulacji – tu zazwyczaj działają kobiety. Wiadomości typu „wydaje ci się, że jesteś wyjątkowa” albo „twój Pan miał już wiele kobiet, tobą też się w końcu znudzi”, czy niby chęć poznania nas oboje, a potem celowe robienie mi na złość i prowokowanie, bym czuła zazdrość to dość częste zjawisko. Nie mam pojęcia, skąd to się bierze i czemu kobiety to robią. Z zazdrości? Z nudów?

Mimo, że tych negatywnych skutków wydaje się być więcej niż pozytywnych, to nie zniechęcam się do publikacji zdjęć i wpisów ze wspomnieniami. Dają mi bowiem dużo satysfakcji, pozwalają też na okazanie zadowolenia i wdzięczności Panu, potwierdzają moją dumę z tego, że należę do Niego. Mam nadzieję, iż On również widzi to wszystko w mojej działalności.

Jestem i mogę być sobą!

Rozmowa z użytkownikami na moim serwerze skłoniła mnie do pewnych refleksji i przemyśleń. 

Nie sposób nie zauważyć, że zmieniłam się bardzo na przestrzeni ostatnich lat. Widać w tym wszystkim wpływ mojego Partnera i Pana w jednym. Jestem zupełnie inna… Mam wrażenie, że z małej, wystraszonej, odkrywającej siebie i swoją uległość dziewczynki, stałam się świadomą swoich pragnień, potrzeb i fantazji uległą przez duże u. Nie boję się realizować marzeń, nawet tych najbardziej szalonych. Nie wstydzę się już tego, że jestem uległa i lubię degradację, ekshibicjonizm, uprzedmiotowienie… Nie wstydzę się tego, że podobają mi się kobiety, nie zerkam już dyskretnie, jeśli jakaś mi się podoba, a na luzie obracam głowę za nią wiedząc, że Pan mnie obserwuje. Nie bronię się już przed tym, jaka jestem, co lubię i czego pragnę. Nie spieszę się z realizacją marzeń i planów. Ze spokojem czekam na tę właściwą chwilę… 

Tak się zaczęłam zastanawiać, co właściwie na to wpłynęło, a w zasadzie co miało największy wpływ. Dlaczego właśnie przy obecnym Panu rozkwitłam tak bardzo, że sama siebie nie poznaję? Odpowiedz chyba znam. To Pan jako pierwszy był przy mnie w pełni sobą. Jest pierwszym moim Partnerem, który nikogo nie udawał, nikogo nie grał, nie stwarzał kreacji siebie pode mnie, by zdobyć uwagę i zaufanie… 

Moja pierwsza „miłość” i późniejszy mąż z którym szybko się rozstałam zataił przede mną chorobę alkoholową. Że też głupia nie zorientowałam się, że coś za bardzo zgrany jest ze mną, bo przecież miał niemal identyczne marzenia jak ja… Po latach okazało się, że budował nasz związek na kłamstwie… To on sprawił, że zainteresowałam się klimatem. Brakowało mi decyzyjności z jego strony, pewności siebie, ochrony… Wtedy, szukając odpowiedzi poznałam BDSM, które mocno mnie irytowało. Dlaczego mnie do niego ciągnie, skoro to chore, nieakceptowane przez społeczeństwo?

Poznałam wtedy drugiego partnera… Który wprowadził mnie w ten świat… Który opowiadał o opiece Dominującego nad uległą, o spełnianiu wspólnie pragnień, o byciu w stu procentach sobą. Głupia i naiwna byłam, że nie zrobiłam odwrotu, gdy wydało się pierwsze kłamstwo! Gość opowiadał o byciu sobą, gdy tymczasem pierwsze co zrobił, to skłamał w kwestii wieku. Poznawałam tygodniami kogoś kto twierdził, że jest o ponad 10 lat młodszy… Ale wtedy uznałam, że to wynik nieporozumienia. A przecież on tak pięknie o świecie BDSM mówi. Nie może być kłamcą… Było gorzej. Był kreatorem siebie… Kreatorem, który stwarzał swoją postać pode mnie… I budował w ten sposób wokół mnie sieć. Mówił „nie będę zazdrosny, możesz spełniać się przy mnie”, po czym robił mi awantury za kolegów z uczelni, za koleżanki, które wpadły mi w oko. Mówił „możesz podzielić się fantazjami”, a potem wyśmiewał mnie, nazywając kurwą, bo tylko kurwa może mieć takie pragnienia jak ja. Mówił „jesteś tylko ty i tylko ty się liczysz”, a zbierał kolekcję nagich zdjęć kobiet, w tym moich koleżanek, z którymi potajemnie bawił się w internetowe klimaty… Mówił „mnie się możesz ze wszystkiego zwierzyć i ufać”, a potem wykorzystywał to z czego mu się zwierzyłam, by manipulować. Mówił „możesz być słaba, ja cię ochronię”, a potem śmiał się ze słabości, jak choćby z depresji, którą leczyłam kilka lat.

Dużo kosztowało mnie uwolnić się z sideł, które na mnie zastawił. Nie wiem, czy świadomie czy nie – nie potrzebne mi dziś to oceniać. Wystarczy, że wiem, iż to wszystko było kłamstwem, a na kłamstwie niczego nie da się zbudować. 

Teraz mam szczerość, zawsze i wszędzie. Od samego początku mój obecny Partner był sobą. „Jestem zaborczy” – bardzo, „będę zazdrosny nie raz” – i tak jest, ale ja o tym wiedziałam, więc działamy wspólnie, by nie miał powodów do zazdrości, wszystko wyjaśniamy na bieżąco, a ja nie jestem zaskoczona. „Jestem uparty i bezkompromisowy” – sprawdza się, przeważnie jest tak jak On chce, ale mnie to odpowiada! To On podejmuje decyzje, mnie zostaje tylko próbować Go przekonać, a zawsze mnie wysłucha. Nigdy też nie podejmuje decyzji na zasadzie „bo tak”, wiem więc skąd dana decyzja, dlaczego tak a nie inaczej. 

„Szukam tej, która zostanie moja żoną i matką moich dzieci i ta będzie szła ze mną przez życie, ale nie wykluczam zabaw, przyjemności, flirtów z innymi kobietami. Lubię podziwiać piękno kobiet i nie chcę być w tym ograniczany, a wręcz chciałbym móc wygadać się partnerce, kiedy dana laska mi się spodoba.” Tu było między nami nieco trudności, zanim zrozumiałam, że to wszystko co mówi jest prawdą; że nie muszę się obawiać o swoją pozycję; że skoro mówi, że będę na pierwszym miejscu, zawsze to tak jest i będzie. Dziś oboje oglądamy się za laskami w galerii. Dzielimy zdjęciami, które wpadły nam w oko na FL. Mamy za sobą pierwsze delikatne trójkąty z innymi kobietami. Szukamy stałej przyjaciółki do wspólnego odkrywania przyjemności łóżkowych i kinkowych. 

„Jestem wrednym nieludziem” Wrednym? Nie! Szczerym zawsze i wszędzie, przez co ludzie mówią wrednym? Zdecydowanie tak! Nie muszę przy Panu zastanawiać się co miał na myśli; bo to co ma na myśli, to mówi. Denerwuje go to i to – powie wprost; nie lubi tego i tamtego – tak samo. 

Poznaję Pana już ponad 2 lata. Różowe okulary spadły nam z nosów już dawno. Odkrywamy w sobie coraz więcej wad, niedoskonałości. Zauważamy to, czego nie widzieliśmy wcześniej – ale te wszystkie wady i niedoskonałości są niczym przy szczerości, zaufaniu, a dzięki temu bezpieczeństwie jakie dają. 

Potrafimy się pokłócić, nie odzywać do siebie jakiś czas; ale zawsze udaje się nam pogodzić i dojść do porozumienia, bo warto!!! 

Tylko przy Nim mogę być sobą! Tak naprawdę sobą – bo i On jest taki przy mnie!

Mity i stereotypy o GL

Jak to bywa ze wszystkim, tak i o GL krąży wiele mitów i stereotypów które powstały na skutek mylnej interpretacji Kronik, przeinaczania wypowiedzi osób żyjących w takich relacjach, czy na potrzeby manipulacji przez stronę dominującą nad stroną uległą. Jako, że jestem ogromną fanką bezpieczeństwa i zdrowego podejścia do wszystkiego by było dobre dla psychiki w relacji w której występują elementy Dominacji i uległości postanowiłam po krotce przedstawić najczęściej przeze mnie słyszane mity i stereotypy i nieco je sprostować.

Niewolnica nie ma nic do gadania… wiecie tak jak dzieci i ryby, tak kajira głosu nie ma.

To chyba najczęstszy głoszony przez środowisko BDSMowe błąd, odnoszący się do relacji GL. Śmiało wręcz mogę rzecz, że wręcz jest zaprzeczeniem tego co w takich relacjach być powinno. Kajira bowiem ma obowiązek mówić Panu o wszystkim, o emocjach, odczuciach, wrażeniach, samopoczuciu fizycznym i psychicznym, potrzebach, pragnieniach, fantazjach itp itd. Tylko wtedy Pan będzie mógł podejmować właściwe, nie krzywdzące jej, decyzję odnoszące się do niej i wzajemnej relacji. Tylko tak zdobędzie wiedzę o tym jaka ona jest. Tylko tak faktycznie będzie mógł ją poznać by nią władać. Niewolnictwo goreanskie bowiem jest oparte na konsensualności. Powinno być symbiozą, współistnieniem, dopełnieniem siebie nawzajem…

Kajira nie ma prawa wpływać w żaden sposób na Pana i Jego decyzje.

Kolejne błędne założenia które nie bardzo wiem skąd się wzięły. Niemniej jednak jak w przypadku poprzedniego mitu nie leżą nawet blisko prawdy. Należy bowiem pamiętać, że relacje klimatyczną również tę w duchu GL tworzą ludzie a więc istoty które popełniają błędy, czasem się mylą, ciągle się uczą, nie posiadają wiedzy o wszystkim. Tak więc Goreański Master również nie jest nieomylny i wszechwiedzący. Ponadto jak wspomniałam we wcześniejszym sprostowaniu kajira powinna, ba! Ma obowiązek mówić co myśli co czuje czego się obawia itp… Może też zawsze prosić o zmianę decyzji wyjaśniając czym prośba jest motywowana i argumentując swoje stanowisko. Tak więc założenie, że ta nie ma prawa ani możliwości wpłynąć na decyzję Pana jest totalnie nietrafione.

Opinie i zdania kajiry na różne tematy, zagadnienia, problemy itd są nieistotne i wręcz nie powinna ona ich wypowiadać głośno.

Z tym założeniem bardzo ciężko się zgodzić. W Kronikach jest wiele momentów w których goreńscy Masterzy pytają swoje niewolnice o zdanie na jakiś temat, proszą o podzielenie się swoją opinią bądź myślami z nim związanymi. Znam wręcz też fragment w którym Wolny wyjaśnia zaskoczonej niewolnicy, zapytanej przez jej właściciela o wyrażenie własnego zdania o nim samym, że to, iż została zniewolona nie pozbawiło jej rozumu ani własnego toku myślenia. Przeważnie jednak niewolnice albo zgłaszały chęć wypowiedzi i udzielano im na to zgody albo były o to proszone. Takie prośby pojawiały się jednak zazwuczaj gdy niewolnica była sam na sam ze swoim Właścicielem. Miało to na celu głębsze poznanie swojej własności by móc nią właściwie i skutecznie kierować.

Kajira to zabawka Pana, jest tylko i wyłącznie dla Jego przyjemności, dla Jego zaspokajania potrzeb.

Tu, tak jak i w pozostałych wymienionych już przeze mnie przypadkach, ciężko jest mi się zgodzić… Chociażby dlatego, że głoszenie czegoś takiego, daje możliwość wykorzystywania kobiet które natura obdarzyła potrzebą ulegania i podporządkowywania się mężczyźnie. Owszem kajira jest niewolnicą, oddaje się Panu zupełnie poddając się całkowicie Jego woli i Jego Panowanie. Pamiętać jednak należy iż to wszystko powinno działać na zasadzie wspomnianej już przeze mnie konsensualności i dobrowolności. Ponadto w Kronikach nie rzadko opisywane są ogromne zażyłości między Masterami a ich niewolnicami, w których zawarte są opisy troski i opieki Wolnych nad swoimi własnościami.

Pan wszystko może i ma nieograniczoną władzę.

Nie do końca prawda. Wolni na Gor, goreanie byli honorowi i przestrzegali prawa lokalnego. GL tworzone jest na Ziemi w naszych ziemskich warunkach, wśród naszych praw. Chcąc być goreaninem należy pamiętać o zasadzie życia według prawa i w honorze. Dlatego na Ziemi niewolnictwo GL by było goreanskie musi być konsensualne i całkowicie dobrowolne. Ponadto goreanie nie byli okrutni… Byli surowi ale nie okrutni, nie krzywdzili więc swoich niewolnic.
Pan więc jest ograniczony w swej władzy przez prawo lokalne i honor.


Kajira nie ma żadnych przywileji i praw.

Tu również nie mogę się jednoznacznie zgodzić gdyż nie do końca jest to prawdą. Owszem kajira zrzeka się swych praw na rzecz Pana oddając mu się we władanie, ale jak już mówiłam niejednokrotnie to wszystko odbywa się na zasadzie konsensualności i zgodności z prawem na ziemi. Dlatego też konsensualna, zgadzająca się dobrowolnie na niewolę, ziemska kajira powinna zgłaszać wszelkie przeszkody, obawy, niepewności a Pan ma obowiązek wziąć wszelkie jej zgłoszenia pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Ponadto Pan może obdarować swoją niewolnice jakimiś przywilejami czy możliwością decydowania o sobie w jakimś obszarze.